czwartek, 25 marca 2021

 

           


"(...) Jakże mieszkać gdzie indziej niż na drzewie jedynym
gdy słychać gęste krople spadających pszczół
i szumi liści pełny dzban

ja mały ptaszek znam swe miejsce znam                                
przykuty do gałęzi chciałbym liściem być
najmniejszym listkiem który drży (...)

Nie popełnię tego nietaktu; motyw poety - ptaka, ani żaden inny wyraźny trop literacki nie poprowadzi, w przeddzień matury niemalże, przez wyjustowane ścieżki tego wpisu. Nośna (a w zasadzie - lotna) inspiracja pomknęła z ośnieżonej gałęzi piętro niżej na połacie po horyzont zapisane ptasimi tropami; rozbieganymi śladami asocjacji lekturowych. Wiele w nich trzepotu, niepokoju, symboliki  i antropologii. 
Nie dorastając do ptasiej pięty (prymarny dowód w "Ptakach" Arystofanesa)
 hodując w sobie atawistyczne lęki, których całą chmarę psychologia dostrzegła i przedstawiła w tematycznych analizach -  a które to literatura odzwierciedla, stale aktualizując:
Potocznie, życzymy sobie "wysokich lotów", ale zdarza się, że kolokwialnie "odlatujemy" za daleko. Niektórzy czynią to chwilowo inni zupełnie, a gdy (lub jeśli) wrócą, żałują, że nie pobiegali ze strusiami. Bycie "wolnym jak ptak" jest ambiwalentne dla społecznej kondycji. Jest  wyborem woli, zawsze z ograniczeniem.
 Coś w nas  trzepoce. Coś nas przyziemia. Wijemy gniazda, stulamy dzioby. Drobimy po śniegu na krótkich nóżkach... tęsknimy.
W przestrzeni literackiej - jeszcze jeden "ptasi" tytuł:

 



(...)ty co pod drzewem czytasz książkę
      pośród ludzi jesteś ptakiem (...)*

    






*Zbigniew Herbert Mały ptaszek




                                                                                                                                          
        

poniedziałek, 22 marca 2021

Zaśnieżyło...

 

Patrzę za okno. Pada śnieg.

Teoretycznie jeszcze może padać, ale tylko w połowie. Zima jest jeszcze bowiem tylko w połowie. Kalendarzowa wiosna jeszcze nie przyszła. Astronomiczna już trwa w najlepsze. Kiedyś mówiło się na taki okres przedwiośnie, ale teraz to chyba bardziej pozimie. Mamy połowę marca. Jakoś nie mogę poukładać sobie tego w głowie na odpowiednim miejscu, że rok temu też mieliśmy połowę marca. (Dla wyjaśnienia powinnam dodać, że istotnie dwa lata temu też o tej porze była połowa marca. Mało tego, połowa marca była też dokładnie trzy lata temu i, o zgrozo, dziesięć lat temu także była połowa marca. Jednak tylko ubiegłoroczna połowa marca odbiła się piętnem na, obawiam się, wszystkich moich przyszłych marcach.)

Patrzę za okno. Pada śnieg.

Ptaki próbują walczyć z opadami. Ich klucz rozpada się, kłębi migotliwie jak kolejne płatki śniegu w wirze wiatru, a potem nierównym rytmem machnięć skrzydeł osiada na drzewach. Myślę, że są zaskoczone.  Zaskoczony czarny śnieg zlany z szarością nieba, z białym wirem zamarzniętej pary wodnej, z brunatną mgłą smogu. Rozumiem ich zaskoczenie.  Ten marzec należy do nich. Nasze, ludzkie zdziwienie, ważne tak samo, a może nawet mniej, przypadło na rok wcześniejszy. To wtedy świat się zamknął na nas, a my na świat i próbowaliśmy nierównymi machnięciami połatanych uprzednio skrzydeł znaleźć swoją gałąź. Bo drzewa na szczęście się nie zmieniają i ich gałęzie ciągle są w tym samym miejscu, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka nie widać ich zza mlecznobiałego pyłu.

Patrzę za okno. Pada śnieg.

Rok temu pewnie o tej porze świeciło słońce, ale nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć. W przyszłym roku o tej porze też zapewne będzie świeciło. Ono już tak ma, że świeci i choćby nam ludziom, niezwykle ono przeszkadzało, nic na to nie poradzimy. Nawet nasza ciemnota nie zdoła zgasić słońca.  Na szczęście. Chociaż niektórzy naprawdę się starają. Może to tylko ich forma gwałtownych chaotycznych machnięć.  Też się przez ostatni rok kołtuniłam w poszukiwaniu swojej gałęzi. Tak jak ptaki, znalazłam ją. Nie usiadłam jednak na niej spokojnie, w pełni gracji, (bo i widział kto siedzieć na gałęzi z gracją?) ale przywarłam do niej kurczowo, obejmując ją w geście ostatecznej rozpaczy. I trwam tak już rok, przyciśnięta całym ciałem do drzewa, odwrócona plecami do zamieci, wirującej białości i pyłów, z twarzą przytuloną do szorstkiej kory.

Patrzę za okno. Pada śnieg.

Minął rok. Minęło 365 dni. Minęło 39 przeczytanych tekstów. Minęło 57 wykonanych rysunków. Minęło 1017 zjedzonych posiłków. Minęło 1461 ramówek telewizyjnych.  Minęło nieskończenie wiele płatków śniegu, pyłów i zamieci. Nie minęła jedna gałąź. Mamy przedzimie, a po nim przyjdzie przedwiośnie. Potem nastąpi czas wiosny. A wraz z nim wkroczy Nowe. Być może dalej będziemy zaskoczeni i dalej będziemy się miotać, ale będzie to nowe miotanie. Tak samo nowe jak rok, który właśnie się zaczął. Ponieważ mój rok od teraz rozpoczyna się w połowie marca.

Patrzę za okno. Widzę wiosnę. I widzę Nowe. Szczęśliwego Nowego Roku Kochani.

Pada śnieg. Przetrzymajcie tę śnieżycę ze mną na gałęzi, proszę, usiądźcie. Jest tu jeszcze dużo miejsca.

                                                                                         Karolina Zdunek



czwartek, 18 marca 2021

Kamyki do ogródka.


 Gdy przepisujemy i cytujemy, budujemy gmach wiedzy i rozmnażamy ją jak moje warzywa czy jabłonki. Przepisywanie jest jak szczepienie drzewa; cytowanie – jak wysiewanie nasion.

["Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk]


Natura zbiera się w sobie, kapryśnie zasłania widoki na wiosnę pochmurnym horyzontem i ogólnie niejasną sytuacją. 
Przed rokiem, ośmieliłam się zapewnić Was, że wiosna na pewno będzie również za rok i udało nam się - oto nadchodzi. Wypogodzi się i zaćwierka, zakwitną kasztany, zdamy egzaminy... odetchniemy. Zapewne wyjaśnią się i widoki na przyszłość; wyfruniemy cali i zdrowi  z tej sytuacyjnej stop - klatki. (Tu nieskromny odsyłacz:)

Zasiane pierwsze nasionko, choć materiał do wiosennego siewu czeka lepszy, niemodyfikowany i genetycznie literacki. Wystarczy na kilka ździebełek refleksji. Przypuszczalnie,  obrodzi też inspiracja, której przez pomyłkę lub zaniechanie - szkoda zmarnować... dajcie jej szansę tej wiosny.

"Ludzie myślą, że żyją bardziej intensywnie niż zwierzęta, niż rośliny, a tym bardziej – niż rzeczy. Rośliny śnią, że żyją bardziej intensywnie niż rzeczy. A rzeczy trwają, i to trwanie jest bardziej życiem niż cokolwiek innego.
[O. Tokarczuk, "Prawiek i inne czasy"]


Z zaskoczeniem odkrywałam, że pisanie o sobie tworzy kogoś innego. Że nie można być jednocześnie obserwatorem i obserwowanym, poznającym i poznawanym. Pewnie dlatego w każdych wspomnieniach jest jakiś fałsz, a w każdej autobiografii kreacja.
[O. Tokarczuk, "Gra na wielu bębenkach"]

Potem przechodził przez most, gdzie codziennie manifestowali ludzie, którzy odziedziczyli jakiś dawny protest. Stali w milczeniu z ustami zaklejonymi czarną taśmą od rana do południa, potem po przerwie na obiad zastępowała ich druga zmiana.
[O. Tokarczuk"Opowiadania bizarne"]

I jeszcze na inny zagonek:

"Czytamy książki, by odkryć kim jesteśmy. To, co inni ludzie robią, myślą i czują jest bezcennym przewodnikiem w zrozumieniu, kim jesteśmy i kim możemy się stać."
( Ursula K. Le Guin )

"Dzieło mówi samo za siebie, jeśli ma do kogo."
( Stanisław Jerzy Lec

Jeśli ktoś woli monokulturę własnych tekstów, niech powyższe cytaty będą przysłowiowymi kamykami do jego ogródka i niech wniosą tam nieco twórczego zamętu :)



czwartek, 11 marca 2021

Nobel - przetwarzanie danych

 

Rokrocznie przyznawane prestiżowe nagrody literackie eksponują dzieła oraz ich autorów na tle bieżących wydarzeń kulturalnych, tworząc nowe elementy kanonu literatury światowej. Na Parnasie literackim zasiadają posągowi Twórcy uwieńczeni laurem, a wokół nich wiruje biblioteczny kurz. Wiruje, ponieważ co niektórzy uczniowie sięgają jednak po lektury szkolne, a praktykujący literaturoznawcy po materiał do badań naukowych. Gdyby nie to, kurz zaległby nieruchomą warstwą na fundamentach humanistyki, odcinając nas od bazy. A tak, parnasowski obłok staje się chmurą danych, przetwarzanych i podlegających reinterpretacji.

W chmurze danych współczesny odbiorca często odnajduje się lepiej niż w standardowym katalogu bibliotecznym, będącym statyczną ekspozycją i magazynem haseł. Łatwiej tu o iluminację, bo jak wiadomo, ekspresja energii w każdym obłoku jest potencjalnie możliwa. Stąd czasem, jak grom z jasnego nieba, trafia w przykurzone, marudne i znudzone sobą dzieło - nowa idea - reinterpretacja danych w nim treści, przetwarzająca je w wartość przystępną i zrozumiałą, a nawet atrakcyjną dla odbiorcy zanurzonego w cyfrowej kulturze.

Inspiracja bywa zaskakująca, a jej rezultat absolutnie nieoczekiwany. 

W poprzednim poście zapowiedź nowej odsłony dzieła, które znane z lektury, nagrodzone Noblem, sfilmowane i słusznie uznane za ważne dla tradycji literackiej, przyznajmy - nie jest lokowane w pierwszej dziesiątce bestsellerów czytelniczych. Raczej plasuje się wśród tych opisanych w pierwszym akapicie tego posta. Przetworzone intelektualnie, estetycznie i artystycznie - ożywa - uwspółcześnionym tekstem kulturowym, w odmiennej formie   i współczesnej reinterpretacji.

Poniższy film w bezpośredni i interesujący sposób przedstawia dowód na twierdzenie o ponadczasowości kanonicznych pozycji literackich - jakkolwiek może się to komuś wydawać akademicką formułą, dowód jest żywy. Obejrzyjcie, bo warto.

https://www.youtube.com/watch?v=YLE1aHEA2YQ&list=PLbih02wHRwDLdUQF7tpNC7ko0lGfItNZ2&index=34&t=5

A czy warto mieć głowę w chmurach? Wiemy o tym swoje. Wiemy też, że wirtualne również się nadają.



Videotopic 4



czwartek, 25 lutego 2021

Olga Tokarczuk - "Czuły narrator"

 

Dziś dużo czytania :) Cieszymy się zatem, bo to jedna z naszych ulubionych form aktywności (czy wiecie coś na temat czytania pasywnego?)

Jako motto - końcowy fragment artykułu Janusza R. Kowalczyka ze strony culture.pl, do którego link znajduje się na końcu posta. Dla niecierpliwych - jednak - cały tekst poniżej.


"W esejach zebranych w "Czułym narratorze" Olga Tokarczuk uświadamia początkującym pisarzom i nie tylko, że zanim sama sięgnęła po pióro, dużo czytała. I odważyła się im życzyć nie pisania, lecz czytania, wychodząc z założenia, że "w całym fenomenie zwanym literaturą to właśnie czytanie jest jego istotą". 


"Dwanaście esejów i wykładów Olgi Tokarczuk zebranych w jednym tomie – wraz z jej mową noblowską, od której przejął on tytuł – to zaproszenie do przyjrzenia się pisarskiemu warsztatowi autorki "Biegunów". I jej pierwsza książka od czasu radującej polskie serca decyzji Szwedzkiej Akademii.

 

Wykład noblowski ukazuje nam świat współczesny w stanie totalnego chaosu i rozprzężenia, gdzie wąsko wyspecjalizowani naukowcy wynajdują coraz to nowsze rozwiązania technologiczne. Osiągnięcia nauki przejmują wietrzący w tym zysk technokraci, tworząc grupy sprzecznych interesów, przez co dochodzi do zaciekłych zmagań o kasę i wpływy. Odzywają się destrukcyjne ambicje, gdyż każdy dąży do osiągnięcia rynkowej dominacji: w gospodarce, polityce, we władzach czy w rządzie.

 Walki o utrzymanie swojego status quo, czyli kasy i wpływów, rodzą ciągoty korupcyjne. To, co miało służyć ogółowi, staje się wyłącznie celem kręgu osób ciągnących z wcielanego w życie wynalazku pokaźne profity. Ścisły podział na rozdrobnione specjalizacje zagarnął również sferę kultury.

 Zdaniem Olgi Tokarczuk w dzisiejszym, coraz bardziej wyspecjalizowanym świecie, największe nadzieje na wyjście z cienia anonimowości niesie właśnie literatura – a zwłaszcza powieść, tzn. fikcja. Jedynie ona jest w stanie obronić nas wszystkich przed ogólnym zanikiem wszelkich form wzajemnego porozumienia ludzi (mimo że internet wprost pęka od nadmiaru informacji, z fake newsami włącznie). Słowo pisane i jego świadoma recepcja jest bowiem opoką dla pozostałych dziedzin kultury.

 Literatura gromadzi wokół siebie uczestników życia kulturalnego, broniących się przed skrajnym stechnicyzowaniem. Odnajdujących się w kolejnej "Podróży ludzi księgi" – że posłużę się tytułem jednej z powieści noblistki. Jednoczy wokół siebie osoby zainteresowane nie tylko pozyskiwaniem ułatwiających życie elektronicznych gadżetów najnowszych generacji.

 W obręb literackiej dyskusji Olga Tokarczuk wprowadza zatem nowatorskie pojęcie "czułego narratora". To wszechwiedzący gawędziarz, znający nie tylko tajemnice głównego bohatera, ale ogarniający myśli i przeżycia wszystkich występujących w danej opowieści postaci. Narrator wcale nie pierwszoosobowy, lecz "czwartoosobowy".

 Czy zastanawialiście się kiedyś, kim jest ten cudowny opowiadacz, który w Biblii woła wielkim głosem: "Na początku było słowo"? Który opisuje stworzenie świata, jego pierwszy dzień, kiedy chaos został oddzielony od porządku? Który śledzi serial powstawania kosmosu? Który zna myśli Boga, zna jego wątpliwości i bez drżenia ręki stawia na papierze to niebywałe zdanie: "I uznał Bóg, że to było dobre". Kim jest to, które wie, co sądził Bóg? Wyjąwszy wszelkie wątpliwości teologiczne możemy uznać tę figurę tajemniczego i czułego narratora za cudowną i znamienną. To punkt, perspektywa, z której widzi się wszystko. Widzieć wszystko to uznać ostateczny fakt wzajemnego powiązania rzeczy istniejących w całość, nawet jeżeli te związki nie są jeszcze przez nas poznane.

 Podobnie rzecz się przedstawia w pierwszym z tzw. wykładów łódzkich, zatytułowanych "Psychologia narratora", bo też: "kim jest ten cudowny opowiadacz, który w Biblii mówi wielkim głosem: Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię«? Który zna myśli Boga? Żeby odpowiedzieć na te pytania musielibyśmy porzucić naszą psychologiczną metodę i zmienić tytuł tego tekstu. Powinien on brzmieć »Metafizyka narratora«".

Kolejne z wykładów pisarki wygłoszonych na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego (2018) to "Psychologia literackiego stwarzania świata. Jak powstały »Księgi Jakubowe«" ("często mam wrażenie, iż to, co ma zostać napisane, istnieje już w całości przede mną, moje zadanie zaś sprowadza się do tego, co zostało przykryte/ukryte/zakryte"), oraz "Przypadek Duszejko. Postaci literackie", z przemawiającym do czytelniczej wyobraźni sformułowaniem: "Dla postaci literackich przyjmuję poetycko istnienie pewnego specjalnego wymiaru, czegoś w rodzaju przechowalni bytów. Trafiają tam, kiedy powieść zostaje już opublikowana, i teraz ich historie, dramaty i tragedie rozgrywają się w umysłach czytelników. Niczym wirtualne awatary ucieleśniają w sobie węzły naszych osobnych, a jednak powszednich doświadczeń, zmagają się z nimi za nas i dla nas".

 Autorka powieści "Prowadź swój pług przez kości umarłych" wyraża przy tym przekonanie, że nie ma sztuki "bez szczypty irracjonalności", gdyż człowieka w jego pełni w równym stopniu jak idee wyrażają też fantazja, intuicja, obsesja czy szaleństwo. Wiedzie to pisarkę do spostrzeżenia, że "postaci chcą być stworzone, chcą być opowiedziane, chcą istnieć". W kolejnym wykładzie "Kraina Metaksy" – nigdy niewygłoszonym(!) – jako psycholożka z wykształcenia rozprawia się z "ciężką chorobą naszych czasów", do których prowadzi zanik nawyków czytelniczych, co przynosi najpierw "brak zdolności do rozumienie metafory, potem pauperyzacja humoru", a w końcu "powrót dogmatyzmu i fundamentalizmu".

 Literalizm nie rozumie ani literatury, ani sztuki i jest gotowy ciągle pozywać twórców do sądu, a to obrazę uczuć, a to o naruszenie godności i czci. […] Literalizm kompromituje religię, ponieważ jednowymiarowo traktuje prawdy objawione, nie zdając sobie sprawy z ich kontekstowości i tego, że sam jest zależny i od czasu, i od kultury. Literalizm niszczy zmysł piękna i sensu, przez co nie pozwala tworzyć uważnej i pogłębionej wizji świata. Jego największymi grzechami są nietolerancyjność i traktowanie wszystkiego, co odstępuje od przyjętej gdzieś kiedyś  n o r m y, jako moralnie złego, grzesznego, zasługującego na potępienie, a nawet karę. […] Przykładem literalizmu są między innymi walki o tęczę, które odbywają się w Polsce. Walki może i barwne gdyby nie to, że zaczyna się w związku z nimi wsadzać do więzienia. Tęcza została odarta ze swoich wielu znaczeń i udosłowniona, straciła status symbolu czy metafory, zmieniła się w emblemat wszystkiego, co odstaje od źle rozumianej normalności. Została uznana za chorągiew wroga i zupełnie na serio znienawidzona. Człowiek cierpiący na literalizm widzi wszystko wyosobnione, bez kontekstów oraz relacji, i na nieszczęście swoje i innych traci zmysł syntezy niezbędny do przeżywania świata w pełni i wielowymiarowo.

 W naszym myśleniu, w modzie czy w polityce odradza się niekiedy tęsknota za czasem utraconym. W niektórych umysłach otwiera się zamiar wejścia z powrotem do tej samej rzeki, która płynęła kilkadziesiąt lat temu. W eseju "Ognozja", wcześniej zamieszczonym w "Polityce" (30 września 2020) Olga Tokarczuk wyraża jednak pogląd, że nie tędy droga, gdyż "nie zmieścilibyśmy się w tamtych życiach. Nie zmieścilibyśmy się w przeszłości. Ani nasze ciała, ani psychika". Jesteśmy bowiem w zupełnie innym miejscu historii i nie uda się jej zmienić, mimo że systemowe usiłowania trwają nie od dziś.

 Do innych, znanych skądinąd tekstów pisarki, trzeba doliczyć "Maski zwierząt" – pierwodruk w "Krytyce Politycznej" (nr 15/2008); wszedł też do jej eseistycznego zbioru "Moment niedźwiedzia" – gdzie przypomina, że empatia ma stosunkowo krótką historię w dziejach ludzkości. Pojawiła się ok. sześć wieków przed naszą erą i najwcześniej wybrzmiała na Dalekim Wschodzie w naukach buddystów. Stamtąd została przejęta przez pojedynczych przedstawicieli świata myśli reprezentujących cywilizację śródziemnomorską ("Cokolwiek dzieje się tobie, dzieje się mnie. Nie ma »cudzego cierpienia«") – także, a może szczególnie, jeśli idzie o zwierzęta.

 Inne zagrożenie znajduje w politycznie nacechowanym zawłaszczaniu słów. Jeśli taka grabież nastąpi, jak np. ostatnio ma to miejsce ze słowem "naród", to wyrwanie go z historycznego kontekstu będzie oznaczało nadanie mu całkiem nowych właściwości przez wyznawców tej czy innej ideologii, z założenia nieomylnej. Okazuje się wówczas, że niewinne do niedawna słowo, teraz "naładowane nowymi znaczeniami stało się niebezpieczne" – czytamy w "Pracach Hermesa, czyli jak tłumacze codziennie ratują świat", wykładzie wygłoszonym na inaugurację Gdańskich Spotkań Literackich (11–12 kwietnia 2019).

 Nie ma straszniejszej choroby niż ta, kiedy człowiek zgubi swój indywidualny język i przejmie całkowicie jako prywatny ten zbiorowy. Chorują na to urzędnicy, politycy, akademicy, chorują też księża. I jedynym rodzajem terapii staje się wtedy literatura – obcowanie z językami twórców działa jak szczepionka przeciwko wizji świata tworzonej doraźnie i traktowanej instrumentalnie. Jest to potężny argument za czytaniem literatury (także klasycznej), bo literatura pokazuje, że kiedyś języki zbiorowe funkcjonowały inaczej, a w związku z tym powstawały inne wizje świata. To właśnie dlatego warto czytać – by dostrzegać te inne wizje i upewniać się w tym, że nasz świat jest jednym z możliwych i na pewno nie został nam dany raz na zawsze.

 "Palec w soli, czyli krótka historia mojego czytania" to z kolei esej z sympozjum zatytułowanego "Światy Olgi Tokarczuk" (Uniwersytet Rzeszowski, 2012). Autorka wyraża przekonanie, że literatura, a zwłaszcza najmilsza sercu pisarki powieść, to – wbrew konstatacjom gremiów akademickich – sztuka bynajmniej nie elitarna, lecz powszechna. Codzienna, dostępna, obecna na dworcach, w hotelach czy w kramach, dlatego też "powinna być mądra mądrością życia z ulicy, unikać popisów stylistycznych i przemądrzalstwa".

 Olga Tokarczuk proponuje także wczytywanie się co osiem, dziesięć lat w tekst ulubionej książki: ("Będziecie zdumieni, że w książce pojawiają się figury, których tam przedtem w ogóle nie było, te zaś, które zapamiętaliście z poprzedniego czytania, przepadają gdzieś na drugim czy jeszcze dalszym planie"). Sama w ten sposób czytała choćby "Czarodziejską górę" Tomasza Manna i podaje trzy własne, zaskakujące nowymi odczytaniami interpretacje. O tym jakie one są, przekonajcie się już państwo sami; nadmienię tylko, że jedna z nich przypadła po dogłębnym studium przez Olgę Tokarczuk prac Sigmunda Freuda.

 Podobna, niejednokrotna lektura czeka zapewne każdą osobę sięgającą do "Czułego narratora", tomu zasobnego w ekscytujące treści, gdzie z zafascynowaniem i miłym dreszczem emocji odkrywa się fascynujące tropy literackie czy kulturowe, odczytuje tytuły ważnych dzieł, bez jakich znacznie trudniej byłoby zrozumieć niepokoje dzisiejszego świata. Można w nich odnaleźć sporo ulubionych książek dzieciństwa ("liczyła się prawdziwa przyjemność z czytania, którą daje składanie w głowie znaków i przekuwanie ich na obrazy i domysły"), czasów dorastania i bujnej młodości, aż do literatury mocno niszowej czy wręcz specjalistycznej ("kto czyta żeby tylko zrozumieć, dopuszcza się blasfemii"), choć teraz oswojonej – o czym szerzej w "Ćwiczeniach z obcości" ("Znak", nr 746–747) – i beletrystycznie przepracowanej przez autorkę w jej kolejnych powieściach czy opowiadaniach ("czyta się, żeby przeżywać – to głębszy, bardziej całościowy rodzaj zrozumienia").

 W szkicu "O daimonionie i innych motywacjach pisarskich" przygotowanym dla studentów creative writing (Santa Maddalena, 2014) wraca autorka do impulsu ciągłego sięgania po pióro, mimo coraz mniej optymistycznych prognoz co do przyszłości literatury jaką znamy, na rzecz produktu i towaru. Przypomina, "iż źródłem twórczości literackiej może być to, że coś chce być zapisane". Przywołuje również autorytet Arystotelesa, który fikcję postulował jako formę prawdy.

 Twórczość beletrystyczna daje niezmierzone możliwości artystycznej kreacji – nie byłoby szkicu "Niesamowity tygiel braci Quay, londyńskich alchemików filmu" (pierwodruk: "Trzynasty miesiąc: Kino Braci Quay", Kraków 2010), gdyby oni sami w swojej sztuce animacji nie czerpali z czytelnych literackich inspiracji. Fabuła jako taka dopuszcza użycie wszelkich modeli ekscentryzmu, jako warunku sine qua non wartościowej prozy, otwierającej przestrzenie duchowej wyobraźni i stanowiącej punkt inspiracji do zmian na lepsze w nas samych – czytelniczkach i czytelnikach. Każdy czytający inżynier, lekarz, naukowiec czy prawnik będzie o wiele bardziej kreatywny w swojej dziedzinie, jeśli swoich lektur nie ograniczy do kręgu literatury specjalistycznej, lecz poszerzy ją o prozę spod znaku fikcji.

 W esejach zebranych w "Czułym narratorze" Olga Tokarczuk uświadamia początkującym pisarzom i nie tylko, że zanim sama sięgnęła po pióro, dużo czytała. I odważyła się im życzyć nie pisania, lecz czytania, wychodząc z założenia, że "w całym fenomenie zwanym literaturą to właśnie czytanie jest jego istotą". Bo też każda dobrana z sensem lektura przybliża nas do absolutu."

                             Link do artykułu:

                                  https://culture.pl/pl/dzielo/olga-tokarczuk-czuly-narrator


          Olga Tokarczuk
         "Czuły narrator"
          Wydawnictwo Literackie,
          Kraków 2020
          format: 130 x 205 mm
          oprawa: twarda
          liczba stron: 304
        ISBN: 978-83-08-07305-6

Kartka z kalendarza.

  Zobacz, ile jesieni! Pełno jak w cebrze wina, A to dopiero początek, Dopiero się zaczyna. Nazłociło się liści, Że koszami wynosić, A trawa...